

Wokół niemieckiego labelu Innervisions zrobiło się już głośno za sprawą drugiego singla "Rej" duetu Ame. Od tego czasu minęły zaledwie cztery lata, a wytwórnia zdążyła już sobie wyrobić solidną pozycję na rynku. Blisko dwadzieścia pozycji w katalogu, błyskotliwy, pełen wdzięku artwork towarzyszący każdemu wydawnictwu oraz wizjonerska, zahaczająca wielokrotnie o futuryzm muzyka zjednała już sobie wielu zwolenników. Kolejnym krokiem w działalności Innervisions staje się wydanie pierwszego albumu autorskiego, za który staje się odpowiedzialny duet Tokyo Black Star. Autorzy pierwszej EP'ki i równocześnie jeden z flagowych projektów wytwórni przygotowali swój debiutancki album zatytułowany "Black Ships".
Na pierwszy rzut oka wszystko zachowuje kolej rzeczy. Pierwsza autorska płyta jest zawsze wielkim wydarzeniem dla artysty, jej cień stale towarzyszy w dalszej aktywności i na ogół pozostaje na dłużej w pamięci odbiorców. W przypadku Tokyo Black Star wszystko wygląda przewrotnie ponieważ na "Black Ships" umieszczono utwory już wcześniej wydane. Z wyjątkiem "Powder dreams", "Caballero", "Intermission", "AES-S3" oraz "Kaguri" pozostałe dziewieć tracków ujrzało już światło dzienne, co jest poniekąd niezrozumiałe. Jestem daleki od wypowiedzenia słów, że przedsięwzięcie zostało przeprowadzone nieco na siłę, co kompletnie nie pasuje mi do wizerunku labelu, ale też trudno jest zaprzeczyć oczywistym faktom. Zapewne znajdzie się tyle samo zwolenników co i przeciwników, a na końcu muzyka i tak zawsze obroni się sama.
Podążając tropem Tokyo Black Star trafiamy do Tokio, miasta na końcu świata, kolebki sztuki w każdym wymiarze, tam gdzie czas leci dwa razy szybciej, gdzie dosłownie wszystko stanowi zagadkę i zapiera dech w piersiach. Taka jest też ich muzyka, pozbawiona wszelkich granic, tak samo odosobniona, nieschematyczna i owiana mgiełką tajemnicy. Moment, w którym nadchodzi kres ludzkich możliwości wydaje się w przypadku "Black Ships" najlepszą chwilą do postawienia żagli i wypłynięcia w intelektualny bezkres.
Niezwykle trudno jest się podjąć interpretacji zawartości krążka, wstawienia go w jakieś niepotrzebne ramy, gdyż chwila kiedy próbujemy to zrobić staje się w tym samym czasie całkowicie zbędna. Zdecydowanie nie jest to pozycja skierowana stricte na dancefloor, słuchacz poczuje się bardziej błogo gdy odpali sobie zawartość w domowym zaciszu i pozwoli zaprowadzić się w jeszcze nieznane rejony swojej psychiki. Utwory oparte na house'owej geometrii rozbudowują się w nieznanym kierunku, zahaczając często o struktury IDM czy ambientu, tym samym siejąc jeszcze większy zamęt w głowie. Trudno jest wyodrębnić zapadające szczególnie w pamięć momenty, instrumentarium i aranże są na tyle bogate, że można było by napisać poemat o każdym z utworów. Deep house'owy, niezwykle ciepły "Black Star", pedzący niczym odyseja kosmiczna "Violent Rush", hipnotyczny "Reincarnation", drapieżny "Midnight Emperor" czy chilloutowa "Kagura" to tylko cząstka całego, jakże urozmaiconego równania.
Z czystym sumieniem mogę polecić tą płytkę osobom o otwartych umysłach, szukających większych wrażeń, pragnących zatopić się w oceanie myśli z dala od niepotrzebnego zgiełku. Niezwykle oryginalna propozycja i zapewne długo niedościgniony wzór. Tokyo Black Star udowadniają tym albumem, że stoją na straży futurystycznego pomostu, gdzie dźwięk i harmonia tworzą spójną całość.
Tracklisting Tokyo Black Star - Black Ships:
1. Powder Dreams
2. Caballero
3. Violent Rush
4. Black Star feat. Rich Medina
5. Reincarnation
6. Still Sequence
7. Deep Sea
8. Kagura
9. Game Over
10. Midnight Emperor
11. Intermission
12. AES-S3
13. Sepiaphone
14. Blade Dancer Beatless
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz