poniedziałek, 25 maja 2009

Elephant Pixel - Estrellita
































Od kiedy pamiętam, Argentyna zawsze słynęła z zastępów muzycznie utalentowanej młodzieży. O większości z artystów nieskromnie można mówić już jako o gwiazdach, których nazwiska cisną się na usta wszystkich. Osoba Franco Di Lorenzo, od jakiegoś czasu śmiało dobija się do tego grona zwracając uwagę krytyków produkcjami podpisanymi pseudonimem Dilo.

Wydawnictwa ukazujące się za pośrednictwem takich uznanych labeli jak Telegraph, Adjunct, Einmaleins, LessIzMore, Esperanza czy jego własnej oficyny Igloo, za każdym razem spotykają się z ciepłym przyjęciem. Na potrzeby tej ostatniej przybrał alias Elephant Pixel, pod którym urzeczywistnia swoje odmienne muzyczne fascynacje.
Ukazujący się w wersji cyfrowej album "Estrellita" jest jego drugim autorskim krążkiem, który tym razem wypłynął na powierzchnię dzięki duńskiej wytwórni Lomidhigh Unlimited.

Usatysfakcjonowani będą ci wszyscy, którzy po najnowszym albumie Argentyńczyka oczekiwali objawienia się innego oblicza artysty. Słynący z mrocznych, surowych minimalowych produkcji Di Lorenzo, także najwyraźniej musiał odpocząć od rytmów 4/4 i wzorem takich indywidualności jak np. Matthew Dear złapał za gitarę i mikrofon, komponując oryginalną muzykę, w której niełatwo jest się doszukać źródeł inspiracji. "Estrellita" jest bardzo osobistym albumem, na którego efekt końcowy duży wpływ miał ostani nieudany związek Franco. W "Running Away" akcentuje to dość dobitnie śpiewając “I’m running away… I’m searching a way….I got my self into a really fucked up situation… and I have no idea how to get out of there.” Pierwsze cztery utwory są utrzymane w klimacie ambitnej pop elektroniki, przypominające nieco twórczość Andrzeja Smolika. Chwytliwe melodie wygrywane za pomocą akustycznej gitary, inteligentnie zaaranżowane rozmaite syntetyczne dźwięki oraz wokal Dilo, tworzą spójną całość wywołując uśmiech na twarzy. "Lost In The Wind" różnicuje atmosferę uspakajając swoim chilloutowym klimatem, a następujący po nim "Underneath My Pillow" skutecznie ukaja do snu niczym kołysanka. "She's An Island" i "Windblows" są nijako kontynuacją z początku płyty, w której od teraz aż do końca, nastrój ulega odwróceniu o sto osiemdziesiąt stopni. Zaczyna się od "Gato Con Botas", które swoją konstrukcją przypomina bardzo Radiohead z czasów ich największej świetności. "Slowen Falls" i "Acantilados" wprowadzają trochę większego zamieszania z mnóstwem zniekształconych dźwięków i szeleszczącej perkusji. Ostatnie trzy produkcje to już perfekcyjnie naszkicowana, przecinająca przestrzeń emocjonalna esencja IDM. Nie wiem jak głębokie więzi łączą Dilo z Apparatem, ale słychać wyraźne inspiracje twórczością niemieckiego producenta.

"Estrellita" spadła z nieba jak gwiazda. Przez długi czas próbowałem rozszyfrować znaczenie tytułu płyty ale bez skutku - do dzisiaj. Tak, jak rzadko na naszej planecie zachodzi powyższe zjawisko, tak z tą samą częstotliwością ukazują się na rynku takie perełki jak album Elephant Pixel. Nie należy ubolewać nad tym, że wydawnictwo będzie dostępne wyłącznie w formie cyfrowej. Dla sympatyków czarnych krążków będzie również dostępna wersja 12" z genialnym remiksem "Pink River" autorstwa Bruno Pronsato.


Lista utworów (digital):
1. Estrellita
2. The Pink River
3. Running Away
4. Magneticos
5. Lost in the Wind
6. Underneath my Pillow
7. She’s An Island
8. Windblows
9. Gato con Botas
10. Slowen Falls
11. Acantilados
12. Egypt
13. Desert
14. Applesaft

Lista utworów (winyl):
A1. Estrellita
A2. The Pink River
A3. Running Away
A4. Magneticos
A5. Underneath my Pillow
A6. Desert
B1. The Pink River (Bruno Pronsato´s Your Eyes Taste Like Mine Remix)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz